Wednesday, February 22, 2006

odzylem :)

niedawno wrocilismy z Fubaru, gdzie wiedzeni naglym impulsem wybralismy sie ok. 12:45, co zostawialo nam 1:15 na imprezowanie :P
ale nie zaluje :D bylo bardzo fajnie, na tyle fajnie, ze moze cos z tego bedzie... :P
c.d.n. ...

Monday, February 20, 2006

Powrot...

powrot do bloga, ma sie rozumiec :)
jako ze jestem juz notorycznie besztany przez wiele osob, postanowilem cos napisac.
hmm... ostatnia aktualizacja: 8.02.
aj, dawno temu... co tez sie stalo od tego czasu... w sumie to niewiele :/
no dobra: bylem w Detroit - miasto w sumie srednio ciekawe, wyglada jak "typowe amerykanskie miasto" :P charakterystyczna jego cecha bylo to, ze bialych spotykalo sie tam jak na lekarstwo...
musze przyznac, ze troche niepewnie sie czulem idac glowna ulica w strone centrum bedac jedyna biala osoba w zasiegu wzroku... i tak przez 20 minut...
co jeszcze...
aa, no tak... Walentynki...
ekhm...
co jeszcze...
no dobra, zatem Walentynki - musze powiedziec, ze tak "confused" to ja dawno nie bylem...
w kazdym razie moja kurtuazyjna wizyta u Mili, polaczona z wreczeniem czerwonej rozy z eleganckim przybraniem zakonczyla sie awantura i po dzis dzien nie mam bladego pojecia dlaczego...
a wszystko poszlo o to, ze uparla sie, ze musi mnie odwiezc do domu, a w miedzyczasie jej obiad ostygnie i straci serial w telewizji... o kurcze, jak to brzmi...
nie pytajcie nawet...
a poza tym?
poza tym, to juz naprawde chyba nic sie nie wydarzylo...
aaa, wlasnie, Kuba stwierdzil, ze moge sie pochwalic na blogu: otoz nabyl samochod - Pontiac Sunfire z 1996 roku - ktorym to wlasnie wybralismy sie do Detroit no i, trzeba przyznac, ze sprawil sie bardzo dobrze.
a tak z zupelnie innej beczki: jutro mam prezentacje i w sumie troche sie denerwuje... przydaloby sie jednak miec juz troche doswiadczenia w tym... :/
trzymajcie zatem kciuki za mnie, a nuz sie uda :P

Wednesday, February 08, 2006

Sometimes You Can't Make It On Your Own...

... czyli Grammy Awards - nagranie roku :)
a poza tym jakos tak mi pasuje...
z ciekawszych kawalkow to podobal mi sie jeszcze John Legend i "Ordinary People" - polecam!

a poza tym to nienawidze siebie, bo:
- niewiele dzisiaj zrobilem (assignmenty, projekt, itp - prawie nic)
- nie poszedlem na silownie
- pewnie cos by sie jeszcze znalazlo...

no i dochodzi jeszcze stala kwestia, ktora mi nie daje spokoju - wszyscy zapewne wiedza o co chodzi...
sometimes you can't make it on your own...

Tuesday, February 07, 2006

urodziny (birthday :P )

heh, dzisiaj sa urodziny Kuby, wiec imprezka (sort of) :P
wyglada to tak, ze sie zebralismy w naszym domku nad butelczyna Zubrowki i pogadalismy sobie na tematy rozne...
Tak wiec: wszystkiego najlepszego, zdrowia i wszelkiej pomyslnosci zyczy autor tego bloga czyli ja :D
no i oby Ci ten samochod sluzyl jak najdluzej :D (zainteresowany wie o co chodzi :P)

Monday, February 06, 2006

windchill

wlasnie wrocilem z silowni i powiem tak:
k****cy mozna dostac przez ten wiatr!
ze mnostwo sniegu jest, ok, mamy w koncu zime, ale ten wiatr??
najlepszy przyklad: jak teraz jechalem na rowerze z gorki, to musialem pedalowac zeby w ogole do przodu jechac! z gorki!! (jak latwo sie domyslic, mialem pod wiatr - rzecz tutaj normalna :/ )
no i jeszcze ten windchill!!
dla niewtajemniczonych: windchill oznacza tutaj cos w rodzaju temperatury odczuwalnej, czyli co tak naprawde sie czuje z powodu wiejacego wiatru
dla przykladu: teraz jest -4 st. ale z windchillem jest prawie -10 !!
rozumiecie teraz zatem, ze jazda pod mrozny wiatr nie byla przyjemnoscia...

a, jako maly bonusik, zdjecia z kampusu (robione dzisiaj):


to ostatnie zdjecie przedstawia nasz wypasiony SLC (Student Life Center) czyli budynek na kampusie przeznaczony tylko na potrzeby studentow: mieszcza sie tam sklepy, miejsca gdzie mozna cos zjesc (m.in. Tim Hortons - fastfood kawowy wystepujacy tutaj chyba liczniej niz McDonald's w Wawie :P) itd.
przydaloby sie cos takiego na PW...

mam nadzieje, ze ten obszerny post uciszy skargi stesknionych nowych wiesci czytelnikow :P
(tak Kuba, Ciebie mam na mysli :P )

Saturday, February 04, 2006

winter is back...

dzisiaj do Waterloo powrocila zima...
po okresie pseudo-wiosny (temp. do +8, slonce, itd) dzisiaj sypnelo sniegiem (zreszta caly czas pada) no i juz jest bialo za oknem...
poza tym to dzien minal nam (Kubie i mnie) na siedzeniu nad assignmentem z crypto (niewiele zrobilismy :P) i na wyjsciu na obiad nasza polska ekipa (Kuba x2, Marta i nasz prof. koordynator) do Ennio's - najlepszej wloskiej knajpy w okolicy
podsumowujac: relaksik :D

Thursday, February 02, 2006

Mr. Serious Chicken Lover :P

to cos jakby nowa ksywka ;)
a w kazdym razie Mila mnie tak nazywa, bo:
1) jestem powazny (chyba jeszcze do konca mnie nie zna :P)
2) w kazdej restauracji zamawiam cos z kurczakiem (nieprawda, czasem z indykiem :P)
no coz, moze byc i tak...