powrot do bloga, ma sie rozumiec :)
jako ze jestem juz notorycznie besztany przez wiele osob, postanowilem cos napisac.
hmm... ostatnia aktualizacja: 8.02.
aj, dawno temu... co tez sie stalo od tego czasu... w sumie to niewiele :/
no dobra: bylem w Detroit - miasto w sumie srednio ciekawe, wyglada jak "typowe amerykanskie miasto" :P charakterystyczna jego cecha bylo to, ze bialych spotykalo sie tam jak na lekarstwo...
musze przyznac, ze troche niepewnie sie czulem idac glowna ulica w strone centrum bedac jedyna biala osoba w zasiegu wzroku... i tak przez 20 minut...
co jeszcze...
aa, no tak... Walentynki...
ekhm...
co jeszcze...
no dobra, zatem Walentynki - musze powiedziec, ze tak "confused" to ja dawno nie bylem...
w kazdym razie moja kurtuazyjna wizyta u Mili, polaczona z wreczeniem czerwonej rozy z eleganckim przybraniem zakonczyla sie awantura i po dzis dzien nie mam bladego pojecia dlaczego...
a wszystko poszlo o to, ze uparla sie, ze musi mnie odwiezc do domu, a w miedzyczasie jej obiad ostygnie i straci serial w telewizji... o kurcze, jak to brzmi...
nie pytajcie nawet...
a poza tym?
poza tym, to juz naprawde chyba nic sie nie wydarzylo...
aaa, wlasnie, Kuba stwierdzil, ze moge sie pochwalic na blogu: otoz nabyl samochod - Pontiac Sunfire z 1996 roku - ktorym to wlasnie wybralismy sie do Detroit no i, trzeba przyznac, ze sprawil sie bardzo dobrze.
a tak z zupelnie innej beczki: jutro mam prezentacje i w sumie troche sie denerwuje... przydaloby sie jednak miec juz troche doswiadczenia w tym... :/
trzymajcie zatem kciuki za mnie, a nuz sie uda :P
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment