Monday, December 31, 2007
2008
Jako ze Nowy Rok nam nastal, chcialbym zyczyc wszystkim czytelnikom tego bloga, moim przyjaciolom i znajomym, a przede wszystkim mojej jedynej takiej na swiecie Jodi wszystkiego aby ten nowy rok byl pod kazdym wzgledem lepszy od poprzedniego. Tak wiec patrzmy z optymizmem naprzod i oby nam rok 2008 przyniosl jak najwiecej radosci i jak najmniej smutku. Tego Wam wszystkim zycze.
Tuesday, December 25, 2007
So it is Christmas...
A jesli sa Swieta to znaczy, ze jestem w Polsce... Tak, tak, po roznych perypetiach, opoznieniach lotu, ciasnych fotelach i po skromnym lotniczym jedzeniu (chociaz na obiad tym razem nie moglem narzekac - LOT sie postaral i dalo sie wreszcie najesc) jestem znowuz w Ojczyznie i zamierzam tu spedzic najblizsze pare dni (w porywach do kilkunastu :P). Troche mi brakuje tej najblizszej sercu, ale za to moge czas spedzic z rodzina, dluzszy juz czas niewidziana.
Rozpisywac sie tym razem nie bede, gdyz pewnie i tak malo komu sie bedzie chcialo moje swiateczne wypociny czytac, co najwyzej miedzy jednym kawalkiem makowca a drugim :P
Zeby nie przedluzac, chcialbym zatem z okazji Swiat zyczyc wszystkim spelnienia marzen, zwlaszcza tych nigdy niewypowiedzianych :) Poza tym standardzik: duzo zdrowia i wszelkiej pomyslnosci oraz mile spedzonego czasu w rodzinnym gronie. To mowilem (pisalem)ja: Krzysiek.
Rozpisywac sie tym razem nie bede, gdyz pewnie i tak malo komu sie bedzie chcialo moje swiateczne wypociny czytac, co najwyzej miedzy jednym kawalkiem makowca a drugim :P
Zeby nie przedluzac, chcialbym zatem z okazji Swiat zyczyc wszystkim spelnienia marzen, zwlaszcza tych nigdy niewypowiedzianych :) Poza tym standardzik: duzo zdrowia i wszelkiej pomyslnosci oraz mile spedzonego czasu w rodzinnym gronie. To mowilem (pisalem)ja: Krzysiek.
Friday, December 14, 2007
End of exams...
Prosze jak ten czas leci... patrze sobie, a tu tydzien juz od ostatniego posta minal.
Jak tytul sugeruje, zakonczylem juz zmagania egzaminacyjne, czy z sukcesem to moze pomine milczeniem na razie... Jakis przesadnie zadowolony bynajmniej nie jestem... :/
Poza tym zostal mi jeszcze projekcik na poniedzialek (ba, projekcik - journal paper mam strzelic wiec nie taki znowu projekcik, ale moze sie uda) i juz naprawde koniec na ten term.
Dodatkowo, w ten sam poniedzialek dowiem sie zapewne czy zostane TA'em (dla wyjasnienia - Teaching Assistant) w przyszlym termie czyli czy bedzie mi dane sprawdzac prace domowe, pilnowac studentow na egzaminach i takie tam :) Hmm, zawsze chcialem zobaczyc jak to jest z drugiej strony - moze bedzie ku temu okazja :)
Jak tytul sugeruje, zakonczylem juz zmagania egzaminacyjne, czy z sukcesem to moze pomine milczeniem na razie... Jakis przesadnie zadowolony bynajmniej nie jestem... :/
Poza tym zostal mi jeszcze projekcik na poniedzialek (ba, projekcik - journal paper mam strzelic wiec nie taki znowu projekcik, ale moze sie uda) i juz naprawde koniec na ten term.
Dodatkowo, w ten sam poniedzialek dowiem sie zapewne czy zostane TA'em (dla wyjasnienia - Teaching Assistant) w przyszlym termie czyli czy bedzie mi dane sprawdzac prace domowe, pilnowac studentow na egzaminach i takie tam :) Hmm, zawsze chcialem zobaczyc jak to jest z drugiej strony - moze bedzie ku temu okazja :)
Friday, December 07, 2007
End of term...
Opieprzon kilkukrotnie (ostatni raz przed paroma minutami :P) poczulem sie w obowiazku zaktualizowac mojego cokolwiek zaniedbanego i zmurszalego juz bloga. Ale pocieszam sie, ze blogi znajomych rowniez nie cierpia od nadmiaru postow ostatnio ;) Ale do rzeczy... Wyklady juz sie skonczyly, wiec oficjalnie nie musze sie juz pojawiac na uczelni (chyba, ze na egzamin, tak jak np. w czwartek). Zostalo jeszcze pare rzeczy do napisania/oddania/zrobienia, jeszcze jeden egzamin i moge poddac sie nastrojowi zblizajacych sie Swiat :) Nadmienie przy okazji, ze tym razem spedzam je (jakby ktos nie wiedzial) w Polsce :) Szkoda tylko, ze Jodi nie bedzie mi towarzyszyc...
A co poza tym? W duzym skrocie:
- warto zobaczyc: American Gangster (zdecydowanie!), Planet Terror (hehe), Beowulf (hmm, sam do konca nie wiem, ale tragiczne nie bylo)
- nie warto zobaczyc: No Country For Old Men (tak, wiem, ze #19 na imdb Top250, ale jak dla mnie to zakonczenie niweczy caly efekt filmu, i bynajmniej nie jestem osamotniony w tej ocenie)
- pogoda: zimno, zimno, coraz zimniej... wroc, dzisiaj cieplo, bo -1C :P, ale poza tym to jednak zimno, bialo i ogolnie zima nam tu zapanowala (w ostatni weekend malo nas nie zasypalo w sobote jak zesmy sie do klubu wybrali...)
- jeszcze jeden telefon od Fido (operator komorkowy), a wyrzuce ich karte SIM przez okno... dzwonia do mnie tak srednio raz w tygodniu od jakiegos miesiaca... dzisiaj nawrzucalem im i powiedzialem, ze to juz sie robi "annoying"... zobaczymy czy to cos da
To by bylo na tyle, postaram sie pisac czesciej :) Hmm, czy ja juz tego kiedys nie obiecalem...?
A co poza tym? W duzym skrocie:
- warto zobaczyc: American Gangster (zdecydowanie!), Planet Terror (hehe), Beowulf (hmm, sam do konca nie wiem, ale tragiczne nie bylo)
- nie warto zobaczyc: No Country For Old Men (tak, wiem, ze #19 na imdb Top250, ale jak dla mnie to zakonczenie niweczy caly efekt filmu, i bynajmniej nie jestem osamotniony w tej ocenie)
- pogoda: zimno, zimno, coraz zimniej... wroc, dzisiaj cieplo, bo -1C :P, ale poza tym to jednak zimno, bialo i ogolnie zima nam tu zapanowala (w ostatni weekend malo nas nie zasypalo w sobote jak zesmy sie do klubu wybrali...)
- jeszcze jeden telefon od Fido (operator komorkowy), a wyrzuce ich karte SIM przez okno... dzwonia do mnie tak srednio raz w tygodniu od jakiegos miesiaca... dzisiaj nawrzucalem im i powiedzialem, ze to juz sie robi "annoying"... zobaczymy czy to cos da
To by bylo na tyle, postaram sie pisac czesciej :) Hmm, czy ja juz tego kiedys nie obiecalem...?
Monday, October 29, 2007
To byl tydzien...
Tak, to byl tydzien... ale po kolei:
Sobota, 20.10 - wypozyczylismy samochod (Kia Magentis - jak to powiedzial facet w wypozyczalni: "It is actually better than it sounds" :P) i do konsulatu w Toronto glosowac! Po 3 godzinach stania w kolejce, urozmaicanych rozmowami z miejscowymi Polakami - tutaj jedna dla przykladu:
Osoba1: Wiec jak wyglada glosowanie?
Osoba2: Otrzymuje Pan dwie karty, jedna do Sejmu i jedna do Senatu. PiS ma numer listy 6.
Kuba: A jaki numer listy ma PO?
Osoba2: ... chyba 3 zdaje sie...
Ta rozmowa, jak i kilka nastepnych pozwolily nam ocenic mniej wiecej preferencje wsrod oczekujacych i wstrzymac sie z wypowiadaniem naszych na glos ;)
Po glosowaniu dziewczyny wyrazily chec zakupowania (ang. shopping :P), wiec nastepnym celem byl wielki Outlet Mall... Dzien zakonczylismy wizyta u znajomych rodzicow Marty, wspanialych i bardzo goscinnych ludzi u ktorych zabawilismy naprawde dlugo - w droge powrotna ruszylismy bodaj po 1 w nocy...
Niedziela, 21.10 - czyli wybory. Oczekiwanie w niepewnosci na wynik, i... JEST!!! Narod powiedzial "Przeproscie i Spadajcie" czyli zamiast PiSu bedzie teraz rzadzilo PO. Gratuluje i zycze powodzenia!
Sroda, 24.10 - hmm, to byl dluuuugi dzien... glownie z powodu assignmentu, ktory powinienem oddac tegoz dnia. W rezultacie opuscilismy z Jodi (dziekuje Kochanie!) kampus o godz. 3:45 a spac poszedlem ok. 5 rano...
Czwartek, 25.10 - kawa... kawa... hmm, kawa? Oddalem assignment (mam nadzieje, ze bedzie przyjety, po prostu wrzucilem go do drop-boxu), za to dostalem z powrotem midterm... Niestety nie ma sie czym chwalic - 26/40 to nie jest rewelacyjny wynik (65%), no ale coz... jeszcze sa assignmenty i final (albo projekt zamiast), wiec moze z 80% uda sie wyciagnac... Wieczorem dla odprezenia udalismy sie z Jodi na imprezke - caribbean party organizowanie przez Association of Caribbean Students, czyli glownie soca/reggae/dancehall - bawilismy sie do blisko 2 w nocy i bylo bardzo fajnie.
Piatek, 26.10 - wreszcie koniec tygodnia! Tylko jeden wyklad od 3:30 do 6:20 i weekend :) A jak weekend to i wypada gdzies sie wybrac, nie? W zwiazku z tym, jako ze studenci z wydzialu Marty zorganizowali Halloween party, tam tez sie wybralismy. Troche dziwnie sie czulismy, gdyz nasza czworka (Jodi, Kuba, Kuba i ja) bylismy jedynymi nieprzebranymi osobami. Niemniej bawilismy sie swietnie, wspomagani przez piwo z lokalnego browaru (wysmienity Weissbier!).
Sobota, 27.10 - czyli mozna sie wyspac i odpoczac... Wieczorem natomiast - kino i Darjeeling Limited czyli naprawde swietna komedia. Polecam kazdemu, kto chcialby sie na chwile oderwac od rzeczywistosci, gdyz film jest naprawde zakrecony i momentami mocno abstrakcyjny :)
Wyjscie zakonczylismy skrzydelkami w pobliskim barze oraz polgodzinnym staniem w kolejce do klubu do momentu gdy zaczal padac deszcz... Wezwanie taksowki nastapilo wkrotce potem...
Niedziela, 28.10 - relaks i odpoczynek again... + nadrabianie blogowych zaleglosci :)
Jak widac, tydzien byl pracowity i bogaty w wydarzenia (w tym emocje zwiazane z wyborami, ale
oplacilo sie :). W nadchodzacym tygodniu postaram sie jednak troche czesciej zamieszczac notki.
Sobota, 20.10 - wypozyczylismy samochod (Kia Magentis - jak to powiedzial facet w wypozyczalni: "It is actually better than it sounds" :P) i do konsulatu w Toronto glosowac! Po 3 godzinach stania w kolejce, urozmaicanych rozmowami z miejscowymi Polakami - tutaj jedna dla przykladu:
Osoba1: Wiec jak wyglada glosowanie?
Osoba2: Otrzymuje Pan dwie karty, jedna do Sejmu i jedna do Senatu. PiS ma numer listy 6.
Kuba: A jaki numer listy ma PO?
Osoba2: ... chyba 3 zdaje sie...
Ta rozmowa, jak i kilka nastepnych pozwolily nam ocenic mniej wiecej preferencje wsrod oczekujacych i wstrzymac sie z wypowiadaniem naszych na glos ;)
Po glosowaniu dziewczyny wyrazily chec zakupowania (ang. shopping :P), wiec nastepnym celem byl wielki Outlet Mall... Dzien zakonczylismy wizyta u znajomych rodzicow Marty, wspanialych i bardzo goscinnych ludzi u ktorych zabawilismy naprawde dlugo - w droge powrotna ruszylismy bodaj po 1 w nocy...
Niedziela, 21.10 - czyli wybory. Oczekiwanie w niepewnosci na wynik, i... JEST!!! Narod powiedzial "Przeproscie i Spadajcie" czyli zamiast PiSu bedzie teraz rzadzilo PO. Gratuluje i zycze powodzenia!
Sroda, 24.10 - hmm, to byl dluuuugi dzien... glownie z powodu assignmentu, ktory powinienem oddac tegoz dnia. W rezultacie opuscilismy z Jodi (dziekuje Kochanie!) kampus o godz. 3:45 a spac poszedlem ok. 5 rano...
Czwartek, 25.10 - kawa... kawa... hmm, kawa? Oddalem assignment (mam nadzieje, ze bedzie przyjety, po prostu wrzucilem go do drop-boxu), za to dostalem z powrotem midterm... Niestety nie ma sie czym chwalic - 26/40 to nie jest rewelacyjny wynik (65%), no ale coz... jeszcze sa assignmenty i final (albo projekt zamiast), wiec moze z 80% uda sie wyciagnac... Wieczorem dla odprezenia udalismy sie z Jodi na imprezke - caribbean party organizowanie przez Association of Caribbean Students, czyli glownie soca/reggae/dancehall - bawilismy sie do blisko 2 w nocy i bylo bardzo fajnie.
Piatek, 26.10 - wreszcie koniec tygodnia! Tylko jeden wyklad od 3:30 do 6:20 i weekend :) A jak weekend to i wypada gdzies sie wybrac, nie? W zwiazku z tym, jako ze studenci z wydzialu Marty zorganizowali Halloween party, tam tez sie wybralismy. Troche dziwnie sie czulismy, gdyz nasza czworka (Jodi, Kuba, Kuba i ja) bylismy jedynymi nieprzebranymi osobami. Niemniej bawilismy sie swietnie, wspomagani przez piwo z lokalnego browaru (wysmienity Weissbier!).
Sobota, 27.10 - czyli mozna sie wyspac i odpoczac... Wieczorem natomiast - kino i Darjeeling Limited czyli naprawde swietna komedia. Polecam kazdemu, kto chcialby sie na chwile oderwac od rzeczywistosci, gdyz film jest naprawde zakrecony i momentami mocno abstrakcyjny :)
Wyjscie zakonczylismy skrzydelkami w pobliskim barze oraz polgodzinnym staniem w kolejce do klubu do momentu gdy zaczal padac deszcz... Wezwanie taksowki nastapilo wkrotce potem...
Niedziela, 28.10 - relaks i odpoczynek again... + nadrabianie blogowych zaleglosci :)
Jak widac, tydzien byl pracowity i bogaty w wydarzenia (w tym emocje zwiazane z wyborami, ale
oplacilo sie :). W nadchodzacym tygodniu postaram sie jednak troche czesciej zamieszczac notki.
Wednesday, October 17, 2007
...
Ech, zaraz mi sie znowu dostanie za brak postow... Ostatni byl bez mala tydzien temu. No ale co zrobic jak czasu brak? Jutro z samego rana mam midterm i caly ten czas (malo skutecznie) probuje sie czegos nauczyc... A calek, pochodnych i roznych tam transformat to sie dawno nie liczylo...
Dobra, dosc marudzenia, do roboty. Postaram sie jutro wrzucic cos obszerniejszego, a tymczasem zyczcie mi powodzenia jutro, czuje ze sie przyda.
Dobra, dosc marudzenia, do roboty. Postaram sie jutro wrzucic cos obszerniejszego, a tymczasem zyczcie mi powodzenia jutro, czuje ze sie przyda.
Thursday, October 11, 2007
Dzien po...
Nie, bynajmniej nie chodzi o ten dzien, ktory przychodzi po calonocnej imprezie... Chociaz, do "...calonocnej" sie zgadza... Fakt jest taki, ze jestem dzisiaj absolutnie zje...chany. Na dodatek jest godzina 20:21 a ja dopiero wychodze z laboratorium. Ale, ale, sa tez pozytywy :) Assignment oddany, project proposal wyslany, spotkanie z promotorem za mna, nie jest tak zle :) W kazdym razie nie wiem czy cokolwiek bede robil wieczorem, w tej chwili marze po prostu o tym zeby pasc na lozko. Co tez wkrotce uczynie (jak tylko nie zamarzne po drodze do domu - na zewnatrz jest +10 st. C :/ ).
Wednesday, October 10, 2007
Krotki post
Krotki, bo jest godz. 20:32, a ja caly czas siedze nad tym pieprzonym assignmentem, ktory musze jeszcze dzisiaj oddac... Zeby nie bylo, siedze od rana... Wczoraj tez siedzialem.
No nic, wyscig z czasem trwa...
EDIT: Uczelnie opuscilem ok. 3:30 w nocy... Fuck...
No nic, wyscig z czasem trwa...
EDIT: Uczelnie opuscilem ok. 3:30 w nocy... Fuck...
Tuesday, October 09, 2007
Filmowy weekend
Bylbym zapomnial... jako ze czasu wolnego (teoretycznie :P) w czasie tego weekendu bylo sporo, dwukrotnie wybralismy sie do kina, aby obejrzec nastepujace filmy:
1) Eastern Promises - calkiem niezly film o rosyjskiej mafii w Londynie + Viggo Mortensen mowiacy co chwila z rosyjskim akcentem "I'm just a driver" ;)
2) The Kingdom - naprawde dobry film o grupie agentow FBI przeprowadzajacych sledztwo w sprawie zamachu terrorystycznego w Arabii Saudyjskiej. Sklania do myslenia... (ponizej cytat)
[before breaking open a door in terrorist apartment]
Ronald Fleury: Which side do you think Allah's on?
Colonel Faris Al Ghazi: We are about to find out!
- za serwisem www.IMDb.com
1) Eastern Promises - calkiem niezly film o rosyjskiej mafii w Londynie + Viggo Mortensen mowiacy co chwila z rosyjskim akcentem "I'm just a driver" ;)
2) The Kingdom - naprawde dobry film o grupie agentow FBI przeprowadzajacych sledztwo w sprawie zamachu terrorystycznego w Arabii Saudyjskiej. Sklania do myslenia... (ponizej cytat)
[before breaking open a door in terrorist apartment]
Ronald Fleury: Which side do you think Allah's on?
Colonel Faris Al Ghazi: We are about to find out!
- za serwisem www.IMDb.com
Zaczyna sie...
Tak, zaczyna sie siedzenie po nocach... :/ Jest 2:01 w nocy, na srode musze assignment zrobic, na czwartek przygotowac project proposal, a jeszcze wypadaloby jakos swoj research pchnac do przodu... Doba ma zdecydowanie za malo godzin :/
W tzw. miedzyczasie natomiast minal Thanksgiving Day (i w zwiazku z tym dlugi weekend - poniedzialek byl wolny), czyli najwazniejsze (podobno) swieto po Bozym Narodzeniu. Na te okazje w niedziele zostalismy zaproszeni na obiad do znajomego polskiego profesora z UW, natomiast dzisiaj (hmm, wlasciwie to juz wczoraj) swiateczny obiad byl u nas (dzieki Kochanie, jedzenie bylo super :*).
Niestety, wszystko co dobre, szybko sie konczy, dlugi weekend rowniez i zaczyna sie znowu praca... Cale szczescie pod bokiem jest Tim Hortons, wiec zawsze mozna wyskoczyc po kawe (large coffee with triple milk - moj standard). Zatem: do pracy!
W tzw. miedzyczasie natomiast minal Thanksgiving Day (i w zwiazku z tym dlugi weekend - poniedzialek byl wolny), czyli najwazniejsze (podobno) swieto po Bozym Narodzeniu. Na te okazje w niedziele zostalismy zaproszeni na obiad do znajomego polskiego profesora z UW, natomiast dzisiaj (hmm, wlasciwie to juz wczoraj) swiateczny obiad byl u nas (dzieki Kochanie, jedzenie bylo super :*).
Niestety, wszystko co dobre, szybko sie konczy, dlugi weekend rowniez i zaczyna sie znowu praca... Cale szczescie pod bokiem jest Tim Hortons, wiec zawsze mozna wyskoczyc po kawe (large coffee with triple milk - moj standard). Zatem: do pracy!
Wednesday, October 03, 2007
Gratulacje!
Tak sie zastanawialem o czym napisac w dzisiejszej notce, ale zdarzylo sie cos, co zasluguje na notke samo w sobie :D
Otoz moj dobry kumpel Tomek w dniu dzisiejszym (aj, w Polsce to juz nawet wczorajszym) zostal Panem Inzynierem Tomkiem, czego mu z calego serca gratuluje. W tej chwili byc moze jeszcze trwaja obchody tego wydarzenia, do ktorych sie niniejszym przylaczam (wbrew komentarzowi, ktory zostawilem u Tomka na blogu, popijam jamajski rum ze Schweppes'em - Twoje zdrowie Stary!). Zatem raz jeszcze: gratulacje, we're happy for you man!
EDIT: Najszczersze gratulacje rowniez dla mojego drugiego dobrego kumpla (rowniez Tomka), ktory dokonal tego samego :) Zatem: we're happy for u both guys!
Otoz moj dobry kumpel Tomek w dniu dzisiejszym (aj, w Polsce to juz nawet wczorajszym) zostal Panem Inzynierem Tomkiem, czego mu z calego serca gratuluje. W tej chwili byc moze jeszcze trwaja obchody tego wydarzenia, do ktorych sie niniejszym przylaczam (wbrew komentarzowi, ktory zostawilem u Tomka na blogu, popijam jamajski rum ze Schweppes'em - Twoje zdrowie Stary!). Zatem raz jeszcze: gratulacje, we're happy for you man!
EDIT: Najszczersze gratulacje rowniez dla mojego drugiego dobrego kumpla (rowniez Tomka), ktory dokonal tego samego :) Zatem: we're happy for u both guys!
Tuesday, October 02, 2007
Dzien wczorajszy...
Nie, to nie jest tak jak myslicie, nie odpuscilem sobie pisania bloga. Po prostu wczoraj bylem tak zabiegany, ze nie mialem zadnej wolnej chwili zeby siasc i jakiegos posta wysmazyc, a wieczorem po prostu padlem...
Ale po kolei: wczoraj byl deadline na skladanie aplikacji o stypendium OGS (Ontario Graduate Scholarship) - w koncu zawsze dodatkowe fundusze sie przydadza, nie? Wydrukowalem wiec wszystkie papiery, wypelnilem, napisalem jakis tam Statement of Interest (ze niby jestem taki wspanialy i tyle potrafie i w ogole, ze grzechem byloby mi nic nie przyznac :P ) i zanioslem wszystko do Graduate Office na wydziale. Hmm... powiedzialem wszystko? Moj supervisor nie zdazyl przygotowac mi referencji, ale obiecal, ze dosle je do biura mailem. We wspomnianym biurze natomiast, dowiedzialem sie, ze niestety nie moga przyjac mojej aplikacji wlasnie ze wzgledu na brakujace referencje... Wkurzony jak nie wiem co, wyprosilem zgode na doniesienie tego dzisiaj z samego rana (dokladnie brzmialo to tak: "jezeli wsuniesz dokumenty rano pod drzwi i jutro wchodzac do biura potkne sie o nie, to je podniose i dolacze do twojej teczki, w przeciwnym wypadku, sorry"). Wystaralem sie wiec o te cholerne referencje no i dzisiaj z samego rana wsunalem pod drzwi i... udalo sie :)
Tak, wiem, na przyszlosc nalezy wszystko zalatwiac wczesniej, itd. itp. etc. Ale kto normalny tak robi? :P
Anyway, przez to wszystko musialem sie dzisiaj zerwac wczesnie i teraz siedze w swoim laboratorium, juz po jednej kawie i zanosi sie na kolejna...
Ale po kolei: wczoraj byl deadline na skladanie aplikacji o stypendium OGS (Ontario Graduate Scholarship) - w koncu zawsze dodatkowe fundusze sie przydadza, nie? Wydrukowalem wiec wszystkie papiery, wypelnilem, napisalem jakis tam Statement of Interest (ze niby jestem taki wspanialy i tyle potrafie i w ogole, ze grzechem byloby mi nic nie przyznac :P ) i zanioslem wszystko do Graduate Office na wydziale. Hmm... powiedzialem wszystko? Moj supervisor nie zdazyl przygotowac mi referencji, ale obiecal, ze dosle je do biura mailem. We wspomnianym biurze natomiast, dowiedzialem sie, ze niestety nie moga przyjac mojej aplikacji wlasnie ze wzgledu na brakujace referencje... Wkurzony jak nie wiem co, wyprosilem zgode na doniesienie tego dzisiaj z samego rana (dokladnie brzmialo to tak: "jezeli wsuniesz dokumenty rano pod drzwi i jutro wchodzac do biura potkne sie o nie, to je podniose i dolacze do twojej teczki, w przeciwnym wypadku, sorry"). Wystaralem sie wiec o te cholerne referencje no i dzisiaj z samego rana wsunalem pod drzwi i... udalo sie :)
Tak, wiem, na przyszlosc nalezy wszystko zalatwiac wczesniej, itd. itp. etc. Ale kto normalny tak robi? :P
Anyway, przez to wszystko musialem sie dzisiaj zerwac wczesnie i teraz siedze w swoim laboratorium, juz po jednej kawie i zanosi sie na kolejna...
Saturday, September 29, 2007
Sobota - rodzina, mikrofalowka, samochod i piwo :P
Dzisiejszy dzien uplynal mi na spotkaniu i obiedzie z rodzina, jezdzeniu po okolicy oraz kupnie mikrofalowki. Tak, przezylismy prawie miesiac bez tego jakze przydatnego urzadzenia :P
Wobec powyzszego faktu, poczawszy od dzisiaj, wszystkie posilki przygotowywane w domu sponsoruje firma Sharp :)
Przy okazji (zwlaszcza ganiajac od jednego sklepu do drugiego w poszukiwaniu wspomnianego urzadzenia), po raz nie wiem ktory, stwierdzilem, ze brakuje mi tutaj samochodu... idac chodnikiem czuje sie jak odmieniec, ktory, nie wiedziec czemu, zamiast siedziec za kierownica, woli poruszac sie w zolwim tempie poboczem... Moze kiedys...
A gdzie piwo? Heh, po prostu piszac te slowa racze sie butelczyna Miller Genuine Draft, polecam!
Wobec powyzszego faktu, poczawszy od dzisiaj, wszystkie posilki przygotowywane w domu sponsoruje firma Sharp :)
Przy okazji (zwlaszcza ganiajac od jednego sklepu do drugiego w poszukiwaniu wspomnianego urzadzenia), po raz nie wiem ktory, stwierdzilem, ze brakuje mi tutaj samochodu... idac chodnikiem czuje sie jak odmieniec, ktory, nie wiedziec czemu, zamiast siedziec za kierownica, woli poruszac sie w zolwim tempie poboczem... Moze kiedys...
A gdzie piwo? Heh, po prostu piszac te slowa racze sie butelczyna Miller Genuine Draft, polecam!
Friday, September 28, 2007
Czas najwyzszy!
Witam wszystkich po dlugiej nieobecnosci :)
Na skutek niekonczacych sie naciskow ze strony wiernych czytelnikow (w tym tak zacnych postaci jak Tomek, od niedawna autor nowego bloga, tudziez Kuba, autor czegos innego :P ) postanowilem reaktywowac to swoje skromne dzielko w celu umieszczania wszelakich przemyslen i wynurzen.
Na poczatek zaznacze (dla tych co nie wiedza), iz nazwa bloga jest wciaz jak najbardziej aktualna. Czemu? Tak sie sklada, ze znowuz znajduje sie w tym wielkim kraju za oceanem, tym razem na troszke dluzej (4 lata) i w troszke innym celu (PhD - doktorat znaczy sie).
Zyczcie mi zatem powodzenia i odzywajcie sie/komentujcie notki jak najczesciej - zawsze chetnie dowiem sie co slychac u przyjaciol.
Tymczasem,
Krzysiek
Na skutek niekonczacych sie naciskow ze strony wiernych czytelnikow (w tym tak zacnych postaci jak Tomek, od niedawna autor nowego bloga, tudziez Kuba, autor czegos innego :P ) postanowilem reaktywowac to swoje skromne dzielko w celu umieszczania wszelakich przemyslen i wynurzen.
Na poczatek zaznacze (dla tych co nie wiedza), iz nazwa bloga jest wciaz jak najbardziej aktualna. Czemu? Tak sie sklada, ze znowuz znajduje sie w tym wielkim kraju za oceanem, tym razem na troszke dluzej (4 lata) i w troszke innym celu (PhD - doktorat znaczy sie).
Zyczcie mi zatem powodzenia i odzywajcie sie/komentujcie notki jak najczesciej - zawsze chetnie dowiem sie co slychac u przyjaciol.
Tymczasem,
Krzysiek
Subscribe to:
Posts (Atom)