Monday, October 29, 2007

To byl tydzien...

Tak, to byl tydzien... ale po kolei:

Sobota, 20.10 - wypozyczylismy samochod (Kia Magentis - jak to powiedzial facet w wypozyczalni: "It is actually better than it sounds" :P) i do konsulatu w Toronto glosowac! Po 3 godzinach stania w kolejce, urozmaicanych rozmowami z miejscowymi Polakami - tutaj jedna dla przykladu:
Osoba1: Wiec jak wyglada glosowanie?
Osoba2: Otrzymuje Pan dwie karty, jedna do Sejmu i jedna do Senatu. PiS ma numer listy 6.
Kuba: A jaki numer listy ma PO?
Osoba2: ... chyba 3 zdaje sie...
Ta rozmowa, jak i kilka nastepnych pozwolily nam ocenic mniej wiecej preferencje wsrod oczekujacych i wstrzymac sie z wypowiadaniem naszych na glos ;)
Po glosowaniu dziewczyny wyrazily chec zakupowania (ang. shopping :P), wiec nastepnym celem byl wielki Outlet Mall... Dzien zakonczylismy wizyta u znajomych rodzicow Marty, wspanialych i bardzo goscinnych ludzi u ktorych zabawilismy naprawde dlugo - w droge powrotna ruszylismy bodaj po 1 w nocy...

Niedziela, 21.10 - czyli wybory. Oczekiwanie w niepewnosci na wynik, i... JEST!!! Narod powiedzial "Przeproscie i Spadajcie" czyli zamiast PiSu bedzie teraz rzadzilo PO. Gratuluje i zycze powodzenia!

Sroda, 24.10 - hmm, to byl dluuuugi dzien... glownie z powodu assignmentu, ktory powinienem oddac tegoz dnia. W rezultacie opuscilismy z Jodi (dziekuje Kochanie!) kampus o godz. 3:45 a spac poszedlem ok. 5 rano...

Czwartek, 25.10 - kawa... kawa... hmm, kawa? Oddalem assignment (mam nadzieje, ze bedzie przyjety, po prostu wrzucilem go do drop-boxu), za to dostalem z powrotem midterm... Niestety nie ma sie czym chwalic - 26/40 to nie jest rewelacyjny wynik (65%), no ale coz... jeszcze sa assignmenty i final (albo projekt zamiast), wiec moze z 80% uda sie wyciagnac... Wieczorem dla odprezenia udalismy sie z Jodi na imprezke - caribbean party organizowanie przez Association of Caribbean Students, czyli glownie soca/reggae/dancehall - bawilismy sie do blisko 2 w nocy i bylo bardzo fajnie.

Piatek, 26.10 - wreszcie koniec tygodnia! Tylko jeden wyklad od 3:30 do 6:20 i weekend :) A jak weekend to i wypada gdzies sie wybrac, nie? W zwiazku z tym, jako ze studenci z wydzialu Marty zorganizowali Halloween party, tam tez sie wybralismy. Troche dziwnie sie czulismy, gdyz nasza czworka (Jodi, Kuba, Kuba i ja) bylismy jedynymi nieprzebranymi osobami. Niemniej bawilismy sie swietnie, wspomagani przez piwo z lokalnego browaru (wysmienity Weissbier!).

Sobota, 27.10 - czyli mozna sie wyspac i odpoczac... Wieczorem natomiast - kino i Darjeeling Limited czyli naprawde swietna komedia. Polecam kazdemu, kto chcialby sie na chwile oderwac od rzeczywistosci, gdyz film jest naprawde zakrecony i momentami mocno abstrakcyjny :)
Wyjscie zakonczylismy skrzydelkami w pobliskim barze oraz polgodzinnym staniem w kolejce do klubu do momentu gdy zaczal padac deszcz... Wezwanie taksowki nastapilo wkrotce potem...

Niedziela, 28.10 - relaks i odpoczynek again... + nadrabianie blogowych zaleglosci :)

Jak widac, tydzien byl pracowity i bogaty w wydarzenia (w tym emocje zwiazane z wyborami, ale
oplacilo sie :). W nadchodzacym tygodniu postaram sie jednak troche czesciej zamieszczac notki.

Wednesday, October 17, 2007

...

Ech, zaraz mi sie znowu dostanie za brak postow... Ostatni byl bez mala tydzien temu. No ale co zrobic jak czasu brak? Jutro z samego rana mam midterm i caly ten czas (malo skutecznie) probuje sie czegos nauczyc... A calek, pochodnych i roznych tam transformat to sie dawno nie liczylo...
Dobra, dosc marudzenia, do roboty. Postaram sie jutro wrzucic cos obszerniejszego, a tymczasem zyczcie mi powodzenia jutro, czuje ze sie przyda.

Thursday, October 11, 2007

Dzien po...

Nie, bynajmniej nie chodzi o ten dzien, ktory przychodzi po calonocnej imprezie... Chociaz, do "...calonocnej" sie zgadza... Fakt jest taki, ze jestem dzisiaj absolutnie zje...chany. Na dodatek jest godzina 20:21 a ja dopiero wychodze z laboratorium. Ale, ale, sa tez pozytywy :) Assignment oddany, project proposal wyslany, spotkanie z promotorem za mna, nie jest tak zle :) W kazdym razie nie wiem czy cokolwiek bede robil wieczorem, w tej chwili marze po prostu o tym zeby pasc na lozko. Co tez wkrotce uczynie (jak tylko nie zamarzne po drodze do domu - na zewnatrz jest +10 st. C :/ ).

Wednesday, October 10, 2007

Krotki post

Krotki, bo jest godz. 20:32, a ja caly czas siedze nad tym pieprzonym assignmentem, ktory musze jeszcze dzisiaj oddac... Zeby nie bylo, siedze od rana... Wczoraj tez siedzialem.
No nic, wyscig z czasem trwa...

EDIT: Uczelnie opuscilem ok. 3:30 w nocy... Fuck...

Tuesday, October 09, 2007

Filmowy weekend

Bylbym zapomnial... jako ze czasu wolnego (teoretycznie :P) w czasie tego weekendu bylo sporo, dwukrotnie wybralismy sie do kina, aby obejrzec nastepujace filmy:

1) Eastern Promises - calkiem niezly film o rosyjskiej mafii w Londynie + Viggo Mortensen mowiacy co chwila z rosyjskim akcentem "I'm just a driver" ;)

2) The Kingdom - naprawde dobry film o grupie agentow FBI przeprowadzajacych sledztwo w sprawie zamachu terrorystycznego w Arabii Saudyjskiej. Sklania do myslenia... (ponizej cytat)
[before breaking open a door in terrorist apartment]
Ronald Fleury: Which side do you think Allah's on?
Colonel Faris Al Ghazi: We are about to find out!
- za serwisem www.IMDb.com

Zaczyna sie...

Tak, zaczyna sie siedzenie po nocach... :/ Jest 2:01 w nocy, na srode musze assignment zrobic, na czwartek przygotowac project proposal, a jeszcze wypadaloby jakos swoj research pchnac do przodu... Doba ma zdecydowanie za malo godzin :/
W tzw. miedzyczasie natomiast minal Thanksgiving Day (i w zwiazku z tym dlugi weekend - poniedzialek byl wolny), czyli najwazniejsze (podobno) swieto po Bozym Narodzeniu. Na te okazje w niedziele zostalismy zaproszeni na obiad do znajomego polskiego profesora z UW, natomiast dzisiaj (hmm, wlasciwie to juz wczoraj) swiateczny obiad byl u nas (dzieki Kochanie, jedzenie bylo super :*).
Niestety, wszystko co dobre, szybko sie konczy, dlugi weekend rowniez i zaczyna sie znowu praca... Cale szczescie pod bokiem jest Tim Hortons, wiec zawsze mozna wyskoczyc po kawe (large coffee with triple milk - moj standard). Zatem: do pracy!

Wednesday, October 03, 2007

Gratulacje!

Tak sie zastanawialem o czym napisac w dzisiejszej notce, ale zdarzylo sie cos, co zasluguje na notke samo w sobie :D
Otoz moj dobry kumpel Tomek w dniu dzisiejszym (aj, w Polsce to juz nawet wczorajszym) zostal Panem Inzynierem Tomkiem, czego mu z calego serca gratuluje. W tej chwili byc moze jeszcze trwaja obchody tego wydarzenia, do ktorych sie niniejszym przylaczam (wbrew komentarzowi, ktory zostawilem u Tomka na blogu, popijam jamajski rum ze Schweppes'em - Twoje zdrowie Stary!). Zatem raz jeszcze: gratulacje, we're happy for you man!

EDIT: Najszczersze gratulacje rowniez dla mojego drugiego dobrego kumpla (rowniez Tomka), ktory dokonal tego samego :) Zatem: we're happy for u both guys!

Tuesday, October 02, 2007

Dzien wczorajszy...

Nie, to nie jest tak jak myslicie, nie odpuscilem sobie pisania bloga. Po prostu wczoraj bylem tak zabiegany, ze nie mialem zadnej wolnej chwili zeby siasc i jakiegos posta wysmazyc, a wieczorem po prostu padlem...
Ale po kolei: wczoraj byl deadline na skladanie aplikacji o stypendium OGS (Ontario Graduate Scholarship) - w koncu zawsze dodatkowe fundusze sie przydadza, nie? Wydrukowalem wiec wszystkie papiery, wypelnilem, napisalem jakis tam Statement of Interest (ze niby jestem taki wspanialy i tyle potrafie i w ogole, ze grzechem byloby mi nic nie przyznac :P ) i zanioslem wszystko do Graduate Office na wydziale. Hmm... powiedzialem wszystko? Moj supervisor nie zdazyl przygotowac mi referencji, ale obiecal, ze dosle je do biura mailem. We wspomnianym biurze natomiast, dowiedzialem sie, ze niestety nie moga przyjac mojej aplikacji wlasnie ze wzgledu na brakujace referencje... Wkurzony jak nie wiem co, wyprosilem zgode na doniesienie tego dzisiaj z samego rana (dokladnie brzmialo to tak: "jezeli wsuniesz dokumenty rano pod drzwi i jutro wchodzac do biura potkne sie o nie, to je podniose i dolacze do twojej teczki, w przeciwnym wypadku, sorry"). Wystaralem sie wiec o te cholerne referencje no i dzisiaj z samego rana wsunalem pod drzwi i... udalo sie :)
Tak, wiem, na przyszlosc nalezy wszystko zalatwiac wczesniej, itd. itp. etc. Ale kto normalny tak robi? :P
Anyway, przez to wszystko musialem sie dzisiaj zerwac wczesnie i teraz siedze w swoim laboratorium, juz po jednej kawie i zanosi sie na kolejna...