Nie, to nie jest tak jak myslicie, nie odpuscilem sobie pisania bloga. Po prostu wczoraj bylem tak zabiegany, ze nie mialem zadnej wolnej chwili zeby siasc i jakiegos posta wysmazyc, a wieczorem po prostu padlem...
Ale po kolei: wczoraj byl deadline na skladanie aplikacji o stypendium OGS (Ontario Graduate Scholarship) - w koncu zawsze dodatkowe fundusze sie przydadza, nie? Wydrukowalem wiec wszystkie papiery, wypelnilem, napisalem jakis tam Statement of Interest (ze niby jestem taki wspanialy i tyle potrafie i w ogole, ze grzechem byloby mi nic nie przyznac :P ) i zanioslem wszystko do Graduate Office na wydziale. Hmm... powiedzialem wszystko? Moj supervisor nie zdazyl przygotowac mi referencji, ale obiecal, ze dosle je do biura mailem. We wspomnianym biurze natomiast, dowiedzialem sie, ze niestety nie moga przyjac mojej aplikacji wlasnie ze wzgledu na brakujace referencje... Wkurzony jak nie wiem co, wyprosilem zgode na doniesienie tego dzisiaj z samego rana (dokladnie brzmialo to tak: "jezeli wsuniesz dokumenty rano pod drzwi i jutro wchodzac do biura potkne sie o nie, to je podniose i dolacze do twojej teczki, w przeciwnym wypadku, sorry"). Wystaralem sie wiec o te cholerne referencje no i dzisiaj z samego rana wsunalem pod drzwi i... udalo sie :)
Tak, wiem, na przyszlosc nalezy wszystko zalatwiac wczesniej, itd. itp. etc. Ale kto normalny tak robi? :P
Anyway, przez to wszystko musialem sie dzisiaj zerwac wczesnie i teraz siedze w swoim laboratorium, juz po jednej kawie i zanosi sie na kolejna...
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment