Tak, to byl tydzien... ale po kolei:
Sobota, 20.10 - wypozyczylismy samochod (Kia Magentis - jak to powiedzial facet w wypozyczalni: "It is actually better than it sounds" :P) i do konsulatu w Toronto glosowac! Po 3 godzinach stania w kolejce, urozmaicanych rozmowami z miejscowymi Polakami - tutaj jedna dla przykladu:
Osoba1: Wiec jak wyglada glosowanie?
Osoba2: Otrzymuje Pan dwie karty, jedna do Sejmu i jedna do Senatu. PiS ma numer listy 6.
Kuba: A jaki numer listy ma PO?
Osoba2: ... chyba 3 zdaje sie...
Ta rozmowa, jak i kilka nastepnych pozwolily nam ocenic mniej wiecej preferencje wsrod oczekujacych i wstrzymac sie z wypowiadaniem naszych na glos ;)
Po glosowaniu dziewczyny wyrazily chec zakupowania (ang. shopping :P), wiec nastepnym celem byl wielki Outlet Mall... Dzien zakonczylismy wizyta u znajomych rodzicow Marty, wspanialych i bardzo goscinnych ludzi u ktorych zabawilismy naprawde dlugo - w droge powrotna ruszylismy bodaj po 1 w nocy...
Niedziela, 21.10 - czyli wybory. Oczekiwanie w niepewnosci na wynik, i... JEST!!! Narod powiedzial "Przeproscie i Spadajcie" czyli zamiast PiSu bedzie teraz rzadzilo PO. Gratuluje i zycze powodzenia!
Sroda, 24.10 - hmm, to byl dluuuugi dzien... glownie z powodu assignmentu, ktory powinienem oddac tegoz dnia. W rezultacie opuscilismy z Jodi (dziekuje Kochanie!) kampus o godz. 3:45 a spac poszedlem ok. 5 rano...
Czwartek, 25.10 - kawa... kawa... hmm, kawa? Oddalem assignment (mam nadzieje, ze bedzie przyjety, po prostu wrzucilem go do drop-boxu), za to dostalem z powrotem midterm... Niestety nie ma sie czym chwalic - 26/40 to nie jest rewelacyjny wynik (65%), no ale coz... jeszcze sa assignmenty i final (albo projekt zamiast), wiec moze z 80% uda sie wyciagnac... Wieczorem dla odprezenia udalismy sie z Jodi na imprezke - caribbean party organizowanie przez Association of Caribbean Students, czyli glownie soca/reggae/dancehall - bawilismy sie do blisko 2 w nocy i bylo bardzo fajnie.
Piatek, 26.10 - wreszcie koniec tygodnia! Tylko jeden wyklad od 3:30 do 6:20 i weekend :) A jak weekend to i wypada gdzies sie wybrac, nie? W zwiazku z tym, jako ze studenci z wydzialu Marty zorganizowali Halloween party, tam tez sie wybralismy. Troche dziwnie sie czulismy, gdyz nasza czworka (Jodi, Kuba, Kuba i ja) bylismy jedynymi nieprzebranymi osobami. Niemniej bawilismy sie swietnie, wspomagani przez piwo z lokalnego browaru (wysmienity Weissbier!).
Sobota, 27.10 - czyli mozna sie wyspac i odpoczac... Wieczorem natomiast - kino i Darjeeling Limited czyli naprawde swietna komedia. Polecam kazdemu, kto chcialby sie na chwile oderwac od rzeczywistosci, gdyz film jest naprawde zakrecony i momentami mocno abstrakcyjny :)
Wyjscie zakonczylismy skrzydelkami w pobliskim barze oraz polgodzinnym staniem w kolejce do klubu do momentu gdy zaczal padac deszcz... Wezwanie taksowki nastapilo wkrotce potem...
Niedziela, 28.10 - relaks i odpoczynek again... + nadrabianie blogowych zaleglosci :)
Jak widac, tydzien byl pracowity i bogaty w wydarzenia (w tym emocje zwiazane z wyborami, ale
oplacilo sie :). W nadchodzacym tygodniu postaram sie jednak troche czesciej zamieszczac notki.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
3 comments:
no to ładnie, że się zebrałeś w sobie i nadrabiasz :)
czekamy na więcej :D
widzę, że ładnie nadrobiłeś:) cały czas coś się dzieje, przynajmniej się nie nudzisz;)
ktos tu sie paskudnie leni. ladnie to tak?
Post a Comment